jestem zaczadzona pięknem mojego ciała.

patrzyłam dzisiaj na siebie twoimi oczyma. odkryłam

miękkie zagięcie ramion znużoną okrągłość piersi

które chcą spać i powoli na przekór sobie staczają się

w dół. moje nogi rozchylające się oddające bezmier-

nie aż po krańce których nie ma to co jest mną i poza

mną pulsuje w każdym liściu w każdej kropli deszczu.

widziałam się jak gdyby poprzez szkło w twoich

oczach patrzących na mnie czułam twoje ręce na

ciepłej napiętej skórze moich ud i posłuszna twojemu

rozkazowi stałam naga naprzeciw wielkiego lustra.

a potem zasłoniłam oczy twoje żeby nie widzieć i nie

czuć samotności mojego rozkwitłego tobą ciała.


świat jest tak mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz ciężko
obok stoi wieczność
ciemna

mozolnie po schodach
idę w białej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami

z czołem opartym
bezgłos
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytamy oddech
liczymy raz... dwa... trzy...

świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
dlaczego tak trudno umrzeć?